Cena za "honor":

6 milionów zabitych, niezliczona ilość kalek, osieroconych dzieci, zniszczony kraj, straty terytorialne, przetrzebiona inteligencja (i tak mało liczna), a NIEPODLEGŁOŚCI I TAK NIE OBRONILIŚMY. Jeden honor, niepodzielny, ma każdy człowiek z osobna, a nie polityk, który ma psi obowiązek dbania o interesy kraju, a więc ma łgać, oszukiwać, płaszczyć się, a gdy trzeba, być ostatnim ch…jem, a nie pilnować własnego „honoru”. Marszałek Piłsudski, na łożu śmierci, miał powiedzieć do swoich najbliższych współpracowników: „Wy na wojnę nie leźcie, wy ją beze mnie przegracie”. To miało swoje odzwierciedlenie w ówczesnej doktrynie obronnej, która – i słusznie – w ogóle wykluczała wojnę na dwa fronty, wykluczała również wojnę zaczepną na wschodzie. Mało tego, zakładała, że Polska nie przystąpi do ewentualnej wojny jako pierwsza i nie na własnym terytorium. A co wyszło? Dokładnie na odwrót! Efekt: jak wyżej a niepodległość i tak utraciliśmy. Nie mam za bardzo pretensji do Becka, Rydza i Mościckiego, podjęli decyzję, która okazała się błędną. Oni, niestety, realizowali scenariusz napisany przez innych i gdzie indziej, i moje pretensje do nich polegają na tym, że nie starczyło im przenikliwości. Trzeba było iść nie tyle z Hitlerem, co ku Hitlerowi, tzn. oddać Gdańsk, i tak niemiecki, i targować się, targować i targować, niczym przekupa. Niechby inni robili w portki, z Francją na czele. I nie zapominaj o jednym: upadek Polski przesądził o losie pozostałych narodów regionu. Też mogliby nam wystawić rachunek! Jeżeli tego nie rozumiesz, to znaczy, że jesteś kompletnie pozbawiony rozsądku.

Koniec! Nie mam zamiaru dalej brnąć w głupią dyskusję.



„Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie”.