Habemus, Fritzam

No, nie przypuszczałem! Tyle lat pałętam się po tym najlepszych ze światów, a tu dopiero teraz taka nowina. Świat miał geniusza. Nazywał się Fritz Haber, urodził się w roku 1868 w Breslau (= we Wrocławiu). Genialny chemik – zapoczątkował rozwój przemysłu nawozów sztucznych i chyba za to wręczono mu nagrodę Nobla w roku 1918. Ale On na tym nie poprzestał: lata tuż przedwojenne spędził na eksperymentowaniu z gazami bojowymi i to z jakim skutkiem! Wynalazł chlor , którego jednorazowe zastosowanie we Francji (mamy I wojnę światową, okopy przerzynają słodką Francję w poprzek) przyniosło świetny wynik: pięć tysięcy zagazowanych Francuzów. On był ambitny, pracował wytrwale: dał najpierw cesarskiemu Reichowi, a potem światu tak kongenialne osiągnięcia techniki bojowej jak iperyt (od miejscowości Ypres we Francji – góra trupów!), jak fosgen i gaz musztardowy. Znakomite unicestwiacze. No i korona jego twórczości: cyklon B, pierwotnie przeznaczony do zwalczania wszy.

Ten geniusz był niemieckim Żydem, ale żydostwo mu doskwierało: zmienił wyznanie na protestanckie i ogłosił – czytajcie uważnie! – że jest antysemitą! Nie wiem, jak go Niemcy cesarskie wynagrodziły za jego genialne wynalazki. Wiem jedno: wszelkie unicestwienie dużego skupiska ludzkiego było przedstawiane w prasie niemieckiej jako wielki sukces i przy każdej takiej okazji ze czcią wymieniano jego imię. Jedynie żona Klara nie dorosła do patosu dziejów: strzeliła sobie w serce w roku 1915, po zamordowaniu mężowskim gazem 5 tysięcy Francuzów. A miała lat 45; to było znacznie więcej niż dzisiaj.

Fritz bardzo liczył na Hitlera, jako na twardziela, który zrobi właściwy użytek z jego wynalazków. Niestety, ten drugi pomyślał sobie, że te gazy alianci z równą łatwością będą zrzucać na Niemców. Ale to nie był koniec kariery Fritza: gazy bojowe, a zwłaszcza najgenialniejszy z nich, Cyklon B zostały przeniesione do pomieszczeń zamkniętych (komór ), w których naród filozofów i malarzy wytruł i wydusił nieznaną (idącą w miliony) liczbę wrogów III Reichu. Fritz mimo wszystko trochę się Hitlera obawiał, wyemigrował zatem, ale niedaleczko, do Bazylei, gdyby Führer chciał go wezwać do dalszej pracy dla Vaterlandu.

.

Tam go dosięgła śmierć: zawał serca w 66 roku życia (1934 r.).

Gazy bojowe wykorzystywali też inni: słynny „chemiczny Ali” na rozkaz Saddama Husajna kazał zabić 6 tysięcy Kurdów, co też niezwłocznie wykonano. Tak sobie myślę: po co trudziła się nasza rodaczka (Maria Skłodowska – Curie), po co odkrywano radioaktywność i konstruowano całą rodzinę bomb nuklearnych, skoro wynalazkiem Habera można unicestwić całe życie na Ziemi? Co za rozrzutność! Zawsze się zastanawiałem, czemu Niemcy nie założyli dysz w komorach gazowych. Teraz wiem: cyklon był tak strasznie trujący, że specjalnym urządzeniem robiono dziurkę w puszce i natychmiast zrzucano. Chodziło o to, by obsłudze komór nie stała się krzywda.

Sądzę, że jest do ustalenia, jak cyklon działał na ludzkie narządy: gardło, tchawicę, oskrzela i płuca. Przypuszczam, że jak żywy ogień, że była to substancja jadowita i żrąca. Jakoś nigdy nie słyszałem o karaniu koncernów produkujących te zbrodnicze substancje. A zarabiało się świetnie na tej śmierci, zarabiało… Nikt nie był zainteresowany w tym, by miliony ludzi umierały z błogim uśmiechem na ustach. A przecież to było do wykonania: wystarczył zespół chemików i lekarzy pod kierunkiem naszego geniusza. To dopiero teraz (i to tylko w USA) skazańca kładzie się delikatnie na stole, wstrzykuje mu się środek usypiający, a dopiero na końcu lek zwiotczający mięśnie, czyli złej sławy pavulon. Skazaniec umiera we śnie. Ale nie tak znowu dawno demokratyczna Ameryka zabijała swoich wrogów na krześle elektrycznym. Było to bestialskie urządzenie, sprawiające nie tylko wielki ból, ale i kompletny obłęd w mózgu. Umierający nie wiedział, co się z nim dzieje: przerażenie i groza towarzyszyły mu w ostatniej drodze.