Re: Czy warto? cz. 2

Jakie były pierwsze decyzje nowego rządu w Paryżu, gdy już tam dotarł cały chwast polskiej sceny politycznej? Nr 1 – uposażenia ministrów, panowie Kot, Stroński, Popiel itd. byli tu bardzo szczodrzy, nr 2 – powołanie komisji ds. odpowiedzialności za klęskę wrześniową. Efekt? Wielu znakomitych oficerów nie znalazło przydziału do wojska, niektórzy trafili nawet do Cerizay, a potem na wyspę Bute. Cóż, generał Dąb-Biernacki, dla przykładu, wybitnym strategiem nie był, ale w kaszę nie dawał sobie dmuchać; mógł wiedzieć za dużo, np. o „współpracy” z gen. Piskorem albo o tym, do czego chciał go namówić gen. Smorawiński. To właśnie dzięki polityce kadrowej Generała dla Biura Szyfrów nie znalazło się miejsce w nowej armii. Gdyby nie Gustave Bertrand, Rejewski, Różycki i Zygalski poszliby w odstawkę już w 1939 roku. Przykładów jest mnóstwo, ot choćby gen. Orlik-Rueckemann. Za to znalazło się miejsce dla takich „orłów”, jak wspomniany płk Skorobohaty czy płk Modelski, że nie wspomnę o gen. Paszkiewiczu, który znalazł się w Rumunii jeszcze przed 17 września. Ten ostatni został wkrótce zastępcą komendanta ZWZ. (Po wojnie „wsypał” gen. Fieldorfa „Nila”).

Z innych „osiągnięć” gen. Sikorskiego należy wymienić:

a) połączenie funkcji premiera i naczelnego wodza, co było poważnym błędem,

b) „zadbanie” o sprawną ewakuację Brygady Podhalańskiej z Norwegii, bez ciężkiej broni, prosto w łapy Niemców. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że pod drodze stała przez 1-2 dni na redzie Scapa Flow. W ogóle z 85-tysięcznej armii za kanał ewakuowało się coś około 15 tysięcy, przy czym na jednego szeregowca przypadało coś ok. 3 oficerów.

c) zignorowanie doniesień wywiadu, już w czerwcu 1940, o „rozładowaniu” obozu w Kozielsku.

d) „ogromne zainteresowanie” sprawami kraju, o czym świadczy informacja Elżbiety Zawackiej „Zo”, kurierki, która przez całą Europę przedostała się z raportem do Londynu, spotkała się z Generałem, który ją „olał”.

e) kiedy na początku 1943 r. prez. Roosevelt gratulował Sikorskiemu osiągnięcia wywiadu polskiego w pn. Afryce (siatki płk „Rygora”), ten w ogóle nie wiedział, o co chodzi.

To tylko parę faktów. Do tego dodajmy wysługiwanie się różnymi podejrzanymi typami, jak wspomniani już Żymierscy, czy Samson Mikiciński, agent gestapo (bądź Abwehry – zależnie od wersji).

Moja hipoteza jest taka: Sikorski był francuskim agentem wpływu. Po upadku Francji zapewne wydawało mu się, że „zerwał się ze smyczy”. Tymczasem płk de Villemarest w jednej z książek zawarł wzmiankę, że w 1940 roku Niemcy przechwycili archiwa francuskiego wywiadu/kontrwywiadu bądź Surete. Część zachowali dla siebie, część jednak przekazali Sowietom (być może na tę niemiecką część trafił w Radomierzycach w 1945 gen. Jaroszewicz, za co w wiele lat później zapłacił głową?). A jeśli te informacje o spotkaniu z Timoszenką/Chruszczowem we wrześniu 1939 są prawdziwe? Może działania Sikorskiego we wrześniu 1939 miały na celu zgromadzenie zasobów ludzkich w ZSRR, ale wszystko potoczyło się inaczej? (Wygląda mi bowiem na to, że Sikorski miał w nosie ZWZ/AK, miał w nosie armię na Zachodzie, on miał tylko wrócić do kraju w glorii wyzwoliciela. Podjął z Sowietami grę, do której był „za krótki”.). To by tłumaczyło ignorowanie doniesień o masakrze w Katyniu. Dopiero, gdy 13 kwietnia 1943 Niemcy sami to ogłosili, Sikorskiemu zaczął grunt palić się pod nogami, jako współodpowiedzialnemu za tę zbrodnię? A pamiętajmy przy tym, że w lipcu 1940 r. został zdymisjonowany przez prezydenta Raczkiewicza. Tylko zbrojnej interwencji grupy oficerów zawdzięczał przywrócenie urzędu. Może się mylę, ale jeśli nie, to nie ma co go żałować, szkoda tylko, że tak późno…



„Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie”.