Re: radziłbym martwić się o siebie…

Skoro ustaliliśmy, że nie piszemy o bajkach, lecz o faktach, to trzymajmy się ustaleń. Żadnej obrony Częstochowy (a właściwie Jasnej Góry) jako takiej nie było. To jest kolejny „fakt medialny” rozpropagowany parę lat po Potopie w zupełnie odmiennych realiach i w konkretnych celach politycznych. Sienkiewicz, skądinąd znawca historii, posłużył się tym przykładem też w określonym celu.

Fakty były takie: przeor Kordecki, wzorem innych, przyjął protekcję szwedzką i na to są, że tak powiem, papiery. Inaczej mówiąc, postąpił dokładnie tak samo, jak wielcy magnaci pokroju Opalińskiego czy Grudzińskiego, hetmanów itd. itp., łącznie z pomniejszymi hreczkosiejami. Po drugie, Jasna Góra w sensie militarnym była nic nieznaczącym zameczkiem, w związku z tym, gdyby Szwedom istotnie zależało, to zdobyliby go w try miga. Szwedzkie zainteresowanie Jasną Górą wzięło się stąd, że był to punkt przygraniczny, opanowanie którego mogłoby mieć ewentualnie jakieś znaczenie w utrudnieniu komunikacji między krajem i Janem Kazimierzem przebywającym na wygnaniu w Głogowie oraz w przenikaniu partyzantów króla do i z Polski. I tyle! Nie było żadnego wielkiego oblężenia, zwykłe układy przerywane od czasu do czasu salwami armat. Zalecam przy tym przeczytanie tego, co na ten temat napisał Jasienica. Dla niego „obrona Częstochowy” to żaden tytuł do chwały, wręcz przeciwnie – ciężkie oskarżenie pod adresem kościoła. Dlaczego? Nie będę uprzedzać wypadków. Przeczytaj sobie.

Co do owego przedmurza…

Zgadzam się z tym, że nie chodziło tylko o Turcję, lecz w ogóle o Azję: Mongołów, Tatarów, wcześniej Prusów, Litwinów i Połowców, później Moskali. To nie zmienia faktu, że było to tylko hasło albo inaczej – fakt medialny, a już w odniesieniu do Turcji wybitnie nieprawdziwy, o czym pisałem wcześniej.

Otóż takie dyrdymały, jak bastion czy przedmurze może głosić tylko ktoś, kto nigdy nie brał pod uwagę uwarunkowań militarnych. Mianowicie cała Europa środkowowschodnia, a konkretnie rozległa nizina na wschód od Odry/Wisły i między Karpatami a Bałtykiem, na żaden bastion się nie nadaje. Zrób sobie taki myślowy przekrój przez historię, od czasów najdawniejszych po wojnę bolszewicką i II W. Św., i przeanalizuj przebieg kampanii wojennych (najazdy tatarskie – nie tylko na Polskę, powstanie Chmielnickiego, wielka wyprawa Napoleona na Moskwę i równie wielki odwrót, I W. Św., wojna 1919-20, czyli taniec od ściany do ściany, Fall Barbarossa i równie niesławny koniec). Wielu wojskowych pisało i pisze w ten sposób: ten teren wybitnie faworyzuje agresora; ofensywa raz uruchomiona, o ile nie utknie z przyczyn naturalnych, trwa i trwa. A potem często wahadło zawraca. Jakim cudem te ziemie miałyby być bastionem, skoro znajdują się w przeciągu? Co innego Bałtyk i Karpaty, czyli oś północ-południe…



„Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie”.