UPA – AK/WiN, nie tylko wzajemne zabijanie cz.I

Między AK-WiN a UPA istniał nie tylko szereg porozumień i umów, miały także miejsce wspólne, skuteczne akcje zbrojne obu tych formacji skierowane przeciw wspólnemu wrogowi – komunistycznej władzy.

Porozumienia zawierano na południowo-wschodniej Lubelszczyźnie, na Podolu i

na Rzeszowszczyźnie. Wspólnie przeprowadzono także kilka skutecznych akcji zbrojnych przeciw komunistycznym instytucjom, ich funkcjonariuszom i agentom.

Pierwsza akcja przeprowadzona wspólnie przez oddziały UPA i AK-WiN miała miejsce 27. maja 1945 roku we wsiach Waręż i Chrobrów w powiecie hrubieszowskim. Była ona jakby przypieczętowaniem umowy o współpracy podpisanej 21. maja 1945 roku w Rudzie Różanieckiej.

Nim jednak doszło do owej akcji, Hrubieszów stał się świadkiem niecodziennego wydarzenia: 19. maja z tamtejszych koszar uciekło 561 żołnierzy z 4. pułku zapasowego kawalerii. Dezerterzy zabrali ze sobą broń i 68 koni. Część z nich rozeszła się do domów, inni zasilili miejscową siatkę AK.

27. maja oddziały leśne liczące ok. 300 partyzntów wkroczyły do Waręża i Chrobrowa. Po opanowaniu posterunku MO, w którym przebywali milicjanci z obu miejscowości, leśni przystąpili do „oczyszczania” wsi z działaczy komunistycznych i agentów; zlikwidowali 10 osób, głównie członków PPR. Za wersją współdziałania Polaków i Ukraińców przemawiają meldunki PUBP, w których stwierdza się: „Przypuszcza się na podstawie posiadanego przez bandę uzbrojenia i koni, że brała w tym udział grupa dezerterów z 4-go Pułku Zapasowego Kawalerii w Hrubieszowie”.

W akcji tej, podobnie, jak to miało miejsce w wielu innych, partyzanci UPA użyli wyrzutni zwanych przez nich „torpedami”. Mianem tym określano zdobyczne niemieckie pociski-rakiety do wyrzutni typu „Nebelwerfer” (sześcioprowadnicowe wyrzutnie, niemiecki odpowiednik „katiusz”). Stosowane przez UPA wyrzutnie do tych pocisków były prymitywnymi wyrobami rzemieślniczymi.

Opanowanie UB we Włodawie.

22. października 1946 roku oddział AK-WiN Leona Taraszkiewicza („Jastrząb”) rozbił budynek UB we Włodawie. W akcji tej brali udział czterej ukraińscy partyzanci „Misza”, „Andrzej”, „Sojka” i „Sławko” wydzieleni z grupy Stefana Szewczuka („Maksym”).

„Jastrząb” zdecydował się na rozbicie UB we Włodawie jesienią 1946 roku ze względu na dużą liczbę przetrzymywanych tam aresztantów zarówno Polaków, jak i Ukraińców. 20. października zebrał kadrowych członków oddziału oraz ludzi z placówek obwodu, w sumie 65 osób.

Rankiem 22. października zarekwirowano dwa pojazdy, poczym rozbrojono posterunki MO w Milejowie, Łęcznej i w Cycowie. Akcji tych dokonano w celu odciągnięcia uwagi od Włodawy.

Wieczorem partyzanci wjechali do miasta. Najpierw zdobyto – i to bez trudu – Komendę Powiatową MO. Poczym udano się pojazdami pod budynek UB i po rozbrojeniu wartownika wkroczono do stołówki, gdzie funkcjonariusze spożywali kolację. Doszło do strzelaniny, „bezpieczniaków” zablokowano w stołówce ogniem z broni maszynowej, a większość oddziału uderzyła na główny budynek. Po krótkiej walce sforsowano drzwi, poczym uwolniono około 100 więźniów, w tym licznych Ukraińców.

Wycofujący się partyzanci ostrzelani zostali przez przybyły w sukurs UB oddział 49. pułku piechoty. Straty AK-WiN wniosły 2 zabitych, po stronie UB 3 zabitych.

Z materiałów ukraińskich wynika, że wywiad UPA miał siedzibę UB we Włodawie bardzo dobrze rozpracowaną. Przypuszczalnie „Jastrząb” uzyskał od Ukraińców potrzebne mu do przygotowania akcji informacje. Obecność partyzantów ukraińskich miała nie tyle wzmocnić siłę oddziału polskiego, co ułatwić zdobycie siedziby UB przez uaktywnienie ukraińskich „wtyczek” w jej wnętrzu, a następnie zabezpieczenie ich przed rozstrzelaniem.