Czy warto?

Czy warto w ogóle roztrząsać sprawę zamachu w Gibraltarze 4 lipca 1943? A może jest tak, że niezależnie od tego, kto był autorem zamachu, w gruncie rzeczy wyrządził Polsce przysługę, a mówiąc ściślej, wyrządziłby, gdyby zamach miał miejsce wcześniej? Na przykład latem 1940 roku, jesienią 1939, 31 sierpnia tegoż roku, a może jeszcze wcześniej, np. w roku 1935?

Cóż tak naprawdę wiemy o generale Sikorskim? Z oficjalnych źródeł wyłania się kapiąca lukrem i wazeliną laurka, że „wybitny mąż stanu”, że „znakomity wódz”, „niestrudzony bojownik o wolność Polski”, „genialny strateg”, „żołnierz bez skazy”, słowem – Zbawiciel ojczyzny! Tymczasem ze strzępów informacji wyłania się obraz cokolwiek inny. W czasie ofensywy Tuchaczewskiego w lipcu 1920 roku miał utrzymać Brześć n. Bugiem przynajmniej przez tydzień, tymczasem zarządził odwrót po 24 godzinach, przez co plan uderzenia na rozciągniętą flankę bolszewików należało odłożyć o miesiąc ryzykując utratę Warszawy. Generał „od zawsze” był zapatrzony w „słońce Francji” do tego stopnia, że tuż po naradach sztabowych wynosił tajne dokumenty do ambasady francuskiej. Jego kontakty z Paryżem były tego rodzaju, że dyskretnie acz stanowczo mu wyperswadowano kandydowanie na urząd prezydenta RP po zabójstwie Narutowicza. W latach 1925-8 szef DOK VI we Lwowie (zwracam uwagę na ten epizod, bo potem będzie dalszy ciąg już we wrześniu 1939). W latach 1928-39 ów „strażnik moralności” pozostawał bez przydziału, jako „generał do dyspozycji”. Inaczej mówiąc, nie pełnił żadnych funkcji, ale uposażenie generalskie pobierał. A przecież mógł złożyć raport o przeniesienie w stan spoczynku, zyskałby wtedy swobodę działania, mógłby otwarcie przystąpić do opozycyjnego Frontu Morges (wojskowym nie wolno było należeć do żadnych organizacji!). Przez te lata spędzał co roku wiele miesięcy we Francji pozostając, rzecz jasna, pod dyskretnym nadzorem „dwójki”. Nie bez powodu! Pan generał obracał się w niezbyt ciekawym towarzystwie panów Kota, Strońskiego, Józefa Hallera itd., ale też takich osobników, jak Stanisław, Józef i Michał Żymierscy; o ich działalności agenturalnej na rzecz GRU obecnie wiadomo. (Parę lat później dwaj pierwsi zostali przez Generała wysłani do kraju w charakterze… kurierów. Efektem było całkowite rozbicie konspiracji na terenach okupowanych przez ZSRR).

„Stróż moralności”…Cóż, wystarczy sięgnąć do pamiętników Wincentego Witosa, który relacjonował wielokrotne rozmowy z Sikorskim i jego stosunek do różnych osób ze sceny politycznej w kraju; „łajdak” i „kreatura”, że wymienię najłagodniejsze, były obficie używanymi określeniami, nawet wobec prezydenta Mościckiego. Gdybyż Generał na tym poprzestał; zwracam uwagę na str. 114, t. 3 „Pamiętników”. W 1936 r. Sikorski spotkał się z Witosem w Pradze czeskiej (Witos przebywał w Czechosłowacji na przymusowej emigracji). Szef ludowców odnotował, że Generał przygotowywał, ni mniej, ni więcej, spisek w Wojsku Polskim nakierowany na obalenie sanacji. Warto zauważyć jeszcze jedną okoliczność: ambasadorem Francji w Pradze był wtedy Leon Noel, ten sam, który potem, aż do września ’39, był ambasadorem w Polsce i z którym pan Generał był w bliskim kontakcie. Działalność tak Noela, jak i szefa francuskiej misji wojskowej w Polsce była tego rodzaju, że ambasador parę razy otrzymał od min. Becka ostrzeżenie.

Jeśli ktoś dokładnie prześledziłby marszrutę Generała w trakcie tragicznego września ’39, kiedy to – rzekomo – szukał kontaktu z Naczelnym Wodzem, to dojdzie do dość dziwnych wniosków. Kilkakrotnie spotkał się z Noelem, w dniach 12-14 września ’39 we Lwowie miały miejsce „diabelskie konwentykle”, spotkania antysanacyjnej opozycji z udziałem Sikorskiego, Kota, Strońskiego, Hallera (Józefa), Żeligowskiego itd., również długa, nocna rozmowa Sikorski-Sosnkowski; nie mógł o tym nie wiedzieć d-ca obrony Lwowa, gen. Langner. Na skutki nie trzeba było długo czekać: Sosnkowski zdjął z dowodzenia d-cę Armii Karpaty, gen. Fabrycego, gen. Piskor, kolejny „poszkodowany przez sanację” (karierę młodego, dobrze zapowiadającego się generała, na początku lat 30-ych nawet szefa Sztabu Głównego, przerwała afera szpiegowska z udziałem świeżo poślubionej, młodej żony), odsunął od dowodzenia d-cę Armii Kraków, gen. Szyllinga. Langner i Sosnkowski wręcz sabotowali rozkazy marszałka Rydza. Uderza poza tym dziwna zależność: gdziekolwiek Sikorski się pojawił, tam po 17 września pojawiało się rozprzężenie, kapitulanctwo, dochodziło wręcz do demobilizacji świeżo formowanych oddziałów, w czym celował gen. Smorawiński, którego w pewnym momencie gen. Dąb-Biernacki po prostu wyrzucił za drzwi. W Dubnie gen. Sikorski spotkał się z płk Skorobohatym-Jakubowskim, efekt? Całe zgrupowanie wpadło w ręce sowieckie. Jakby tego było mało, pojawiły się jeszcze dwie poszlaki. Otóż wedle niepotwierdzonych informacji, w dniach 12-14 września we Lwowie (patrz wyżej) przebywał w mundurze polskiego pułkownika generał Iwan Sierow, świeżo powołany szef NKWD na Ukrainie. Poza tym, jak pisze Bogdan Konstatynowicz na swojej stronie, w oparciu o informacje swojej powinowatej, p. Izabeli Horodeckiej-Malkiewicz, 18-20 września Sikorski, przybywszy samolotem z Rumunii, miał spotkać się w Trembowli z gen. Timoszenką i/lub… Nikitą Chruszczowem.

Zwracam również uwagę na pewien szczegół, który od dawna nie daje mi spokoju. W dniu 22 września gen. Langner poddał Lwów Sowietom, żołnierze i oficerowie mieli odejść wolno, tymczasem Sowieci złamali układ. Oficerowie-podkomendni generała Langnera trafili do Starobielska i Piatichatek, tymczasem sam Langner mógł wyjechać do Rumunii. Ciekawe!

Szczegóły techniczne tranzytu władz polskich negocjował z Rumunami wiceminister Mirosław Arciszewski, poprzednio na placówce w Bukareszcie, skąd został odwołany po tym, jak okazało się, że jego żona, „biała” Rosjanka, była zamieszana w aferę szpiegowską. Pozostał w MSZ pod warunkiem, że się rozwiedzie, czego nie dotrzymał. Kolejny poszkodowany przez sanację!

Informacje o lwowskich konferencjach opozycjonistów docierały, via II Oddział, do marszałka Rydza, zaś via „Defa” – do premiera Składkowskiego. To z pewnością miało wpływ na decyzję o ewakuacji do Rumunii.

Jak wiadomo, ostrzeżenie o spisku antypolskim zawiązanym w kręgach francuskiego MSZ dotarło do ambasady polskiej w Bukareszcie, ale tam już działali spiskowcy… Dalszy ciąg znany.

c.d.n.



„Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie”.