Dodam jeszcze jedno…

Co prawda dotyczy to 22. czerwca 1941 czyli początku „Fall Barbarossa”, a nie 1. września 1939.

W jaki sposób Hitler uzasadniał swoje działania przeciwko ZSRR? (Przede wszystkim, wbrew temu, co twierdzono przez lata, Niemcy – w osobie amb. von Schulenburga – wypowiedziały wojnę ZSRR. Tymczasem za „niczym niesprowokowaną napaść na miłujący pokój ZSRR, bez wypowiedzenia wojny” w Norymberdze skazano i szefa niemieckiego MSZ von Ribbentropa, i szefa OKW, feldmarszałka Keitla, który, żeby śmieszniej było, żadnych planów nie opracowywał, te były dziełem gen. Paulusa, który w trakcie procesu był w niewoli sowieckiej).

Ale ad rem… Uzasadnienie Hitlera było następujące: 1. niespotykana koncentracja wojsk sowieckich wzdłuż granicy zachodniej (pytanie, w jakim celu?), 2. spisek żydowsko-plutokratyczny przeciwko Niemcom. Otóż w świetle najnowszych (i nie tylko najnowszych!) publikacji Hitler powiedział prawdę! „Fall Barbarossa” był działaniem prewencyjnym, na zasadzie – kto pierwszy uderzy. Ktoś będzie próbował wyśmiewać ów spisek jak wytwór urojeń Fuehrera; otóż nic z tych rzeczy! Spisek istniał od wielu lat. Niemcy zdawali sobie sprawę z celów tak Stalina, jak Roosevelta i… Churchilla. Cele Roosevelta były następujące: aby ratować kulejącą gospodarkę amerykańską (kulejącą MIMO polityki New Deal), stojąc wobec niemożności ekspansji gospodarczej na rynki poza-amerykańskie (Europa – zamknięta, kapitał amerykański „wywiało” w związku z wielkim kryzysem, kolonie brytyjskie i francuskie, czyli pół świata – zamknięte, Ameryka Łacińska – podzielona na strefy wpływów między Niemcy i W. Brytanię, Daleki Wschód – strefa wpływów japońskich), potrzebna mu była duża wojna poza Ameryką, z ostatecznym celem w postaci zmiażdżenia Niemiec i Japonii i całkowitej degradacji W. Brytanii i Francji. Było to zbieżne, przynajmniej częściowo, z celami Stalina, stąd łatwo się dogadali. I Roosevelt konsekwentnie to realizował przez całą wojnę; nie zauważył tylko, jakiego potwora sobie wyhodował.

O przyczynach „miękkiej” polityki W. Brytanii wobec Niemiec już pisałem, nie będę się powtarzać. Co do Churchilla… Ten starszy pan powinien był już myśleć o ciepłych kapciach i emeryturze, był jednak pewien drobny szkopuł. Sir Winston, na parę lat przed wojną, „wtopił” ogromne pieniądze w akcje amerykańskie i był zwykłym bankrutem – w dosłownym znaczeniu. (Ale jakaś tajemnicza ręka mu pomogła, nie za darmo, jak można się domyślać). Dla niego wojna była, w sensie osobistym, wybawieniem! Bo mógł wrócić do gry i zarobić na emeryturę. Jak pisał prof. Erkki Hautamäkki, Churchill już przed wrześniem zwąchał się ze Stalinem, a gdy tylko wrócił do rządu jako Pierwszy Lord Admiralicji, od razu zaczął znosić się, za plecami premiera, z Rooseveltem. Resztę sobie dopowiedz sam. Odgrywał wobec Ameryki mniej więcej taką rolę, jak Sikorski wobec Francuzów a potem Anglików, rolę petenta na smyczy.



„Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie”.