O aferze, której nie było…

Twoje obawy przed upolitycznieniem wątku są przesadzone; Nasi moderatorzy czuwają 😉

Wracając do tematu –

Są tu możliwe, co najmniej dwa źródła błędów: niezrozumienie na styku naukowiec|ekspert <-> dziennikarz|polityk oraz w samej pracy naukowca.

Skupiając się na tym ostatnim opowiem pewną historię opisującą „aferę”.

Jak wiadomo, gaz ziemny dostarczany do naszych mieszkań może być zaazotowany. Azotu dodaje się do gazu celowo lub występuje w złożu. Oczywiście wartość opałowa takiego gazu jest mniejsza niż gazu czystego (praktycnie metanu). Azot jest z kolei tanim gazem, produktem odpadowym przy procesach otrzymywania tlenu z powietrza dla celów metalurgii. Można go bezpiecznie dodawać do gazu ziemnego – gaz wówczas nie trzyma norm ale się pali 😉 Tyle okoliczności wstępnych.

Dziesięć lat temu, pewnej srogiej zimy pewien naukowiec ze stopniem doktora i dużym doświadczeniem w pracy eksperymentalnej postanowił sprawdzić, jaka jest zawartość gazu w gazie czyli oznaczyć składniki gazu przy pomocy chromatografu gazowego. Miał powód: gaz kiepsko się palił lub miał małe ciśnienie, (nie znam szczegółów). Jak pomyślał tak zrobił (w wolną sobotę) – wyszło mu, że metanu jest… 60% (w każdym razie tragicznie mało). I od razu łaps! telefon do Kroniki Krakowskiej, ze gazownia oszukuje odbiorców… No cóż… ostatecznie, po wielu sprawdzeniach, tego azotu okazało się być znacznie mniej, chyba nieco ponad normę, „afera” została wyciszona… Inna rzecz, że regulować dopływ azotu można na bieżąco, w ciągu kilku godzin.

Jak by tak dobrze poszukać w pamięci, to znalazłoby się więcej takich naukowych wpadek.

Kornel



„Kornel: moje podróże” Ostatnie: „Słowacja’2011”