Re: Dodam jeszcze jedno…

Sprawę niemieckiej bomby atomowej można w zasadzie włożyć do teczki pt. „Bajki i baśnie”. Dopiero w styczniu 1945 roku udało się Niemcom skonstruować reaktor jądrowy, który jednak nie osiągnął stanu krytycznego, a zaraz potem musieli go zdemontować i wywieźć z Berlina; nigdy już nie został zrekonstruowany. Od działającego reaktora do bomby droga wszakże daleka, Amerykanom, dysponującym nieporównanie większymi zasobami finansowymi, organizacyjnymi, materiałowymi i ludzkimi, zajęło to dobrze ponad 2 lata. Po drugie, od rakiet V2 do rakiet międzykontynentalnych droga równie daleka.

Nie będę się spierać o słowo „spisek”, choć uważam to określenie za uprawnione. Kurs na zbliżenie z Moskwą Roosevelt obrał od samego początku rządów zaczynając od przywrócenia stosunków dyplomatycznych; jego polityka wobec Niemiec i ZSRR zdecydowanie odbiegała od tego, co prezentował jego poprzedni, prez. Hoover. Warto przypomnieć, że FDR biegle mówił po niemiecku, znał Niemcy, bo spędził tam wiele lat, i ich nie znosił.

Zgadzam się z tym, że pozycja imperialna W. Brytanii i Francji była na dłuższą metę nie do utrzymania, ale mnie chodziło raczej o co innego: o podział świata na strefy wpływów gospodarczych, w mniejszym stopniu – politycznych, do rewizji czego zmierzał FDR, po to, aby otworzyć poszczególne rynki dla towarów amerykańskich. Rzecz w tym, że zakres możliwości polityki New Deal w roku 1937 skończył się, a i tak Roosevelt balansował na krawędzi uprawnień konstytucyjnych. Właśnie wtedy, kanałami nieoficjalnymi, namówił wielki biznes do potężnych inwestycji w zbrojenia i do tego potrzebna była duża wojna (poza Ameryką), a tu klapa, w Monachium wojna rozlazła się ku jego wściekłości. Stąd naciski na W-wę, Paryż i Londyn, wraz z odpowiednimi pogróżkami. Stąd też wyreżyserowana zmiana na stanowisku premiera W. Brytanii; pech chciał, że Chamberlain, wobec fiaska operacji w Norwegii, złożył dymisję rano, w dniu niemieckiego ataku na Zachodzie, chciał ją wycofać, ale Winston wstawił nogę w drzwi. W ten sposób Churchill, podnóżek FDR, został premierem.

A propos geniuszu strategicznego FDR niech wystarczy jedna informacja: poparcie udzielane Vietcongowi przeciwko Francuzom w Indochinach, temu samemu, z którym paręnaście lat później przyszło zmagać się Amerykanom. I druga: to Amerykanie sfinansowali Sowietom budowę potencjału nuklearnego z późniejszymi konsekwencjami.



„Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie”.