Re: śmieszny paradoks

neuroleptyk:

> No to zamien słowa na ilość użytych liter.

No, to już lepiej. Teraz możesz przystąpić do odpowiadania Petrucchiowi na jego prośbę o doprecyzowanie, co to znaczy ,,zdefiniować liczbę przy użyciu n liter”. Jakie ciągi liter dopuszczasz jako definicje i jaką liczbę definiuje dany ciąg liter?

Ta anegdotka jest tradycyjnie przytaczana w pierwszym rozdziale każdej popularyzacji twierdzenia Goedla. Czy masz zamiar czytać dalsze rozdziały? Twierdzenie Goedla jest istotnie pouczające, więc polecam.

neuroleptyk:

> Zastanawiam sie tylko czemu podałeś krotny a nie krotna

Z tego samego powodu, dla którego Petrucchio pisał o pradziadku, prapradziadku itp. zamiast o prababce, praprababce, itp.: bo obaj jesteśmy paskudnymi męskimi szowinistami.

– Stefan

Zwalczaj biurokrację!

Re: toś sobie sam odpowiedział…

erka-4 napisał:

> …na pytanie:

> komu o to chodzi,żeby polska ELITA nigdy się nie odrodziła,wszak nie po to ją k

> iedyś zlikwidowali.

>

> jeepwdyzlu napisał:

>

> Jaki będzie tego efekt? Za 10 lat będziemy zapyziałymi peryferiami Europy. Jak

> dziś Mołdawia czy Białoruś. A za 20 lat będziemy naprawdę kondominium rosyjskim

> lub niemieckim.


Nie wiem jak tam w Rosji :Bo w Niemczech poziom nauczania jest tak samo zly jak w Polsce.

Tez wszyscy nazekaja.

zgadzam się w pełni …

…z tobąi też tak myślę podobnie:

gandalph napisał:

Sęk w tym, że u nas kopiuje się to, co na Zachodzie najgorsze.

Najbardziej utkwiły mi w pamięci przedstawicielki transformacji polskiej pierwotnej z roku 90-tego stojące na trasie w lesie dąbrowskim na Opolsczyżnie i nie tylko.

Najgorsze to w tym wszystkim,że do głosu doszli qoorwa i złodziej,czyżby to była polska elyta ?

Nie daj Boże.

Tak sobie myślę,że jest to zemsta polskich komunistów.Z za grobu,a może i nie skoro ten rok ma być rokiem Gierka,więć jeszcze żyją.

Nadzieją.

Ale jak mówią inni:nadzieja matką głupich,być może ale czasami się spełnia.

a efekty?

dla kogo są studia wyższe? Odpowiedź: dla max 10% rocznika. W związku z tym pytanie nr 2: dla kogo jest matura? Odpowiedź: dla, góra, 20-25% rocznika. Pytanie nr 3: Co z resztą rocznika? Odpowiedź: szkolnictwo zawodowe, zaś dla 10-15%, czyli kompletnych matołów, jacy są w każdym społeczeństwie, rozdzielnik: miotła-łopata-wiadro-kilof.

————————–

trzema rękami się podpiszę!!!

A co jest dziś? 50% każdego rocznika jest na studiach

Uczelnie udają, że uczą, studenci udają, że studiują a w efekcie – pracodawcy w dupie mają ich pseudo dyplomy.

A społeczeństwo toleruje ten burdel. Bo kazdy chce mieć dziecko z „magisterką”

Już sama ta nazwa pokazuje o co tu chodzi. Kompletna hipokryzja – w której WSZYSCY biorą udział. Samorządowcy – którzy cieszą się że w zybrzydowicach koło koziej wólki jest filia uniwersytetu radomskiego, pseudo nauczyciele, którzy sami nic nie odkryli, nie zbadali, nie znają języków, nie publikują – za to UCZĄ; wreszcie nieudaczni studenci – którzy polegli by w semestr na normalnej uczelni, ich rodzice – dumni z „sukcesów”

Jaki będzie tego efekt? Za 10 lat będziemy zapyziałymi peryferiami Europy. Jak dziś Mołdawia czy Białoruś. A za 20 lat będziemy naprawdę kondominium rosyjskim lub niemieckim.

jeep



YCDSOYA

Re: Obiektywne odkrycie?

dawwwkins2 napisał:

> Ale co to znaczy „obiektywne odkrycie”?

Mnie akurat nie musisz przekonywać do niewystarczalności obiektywności. (co dość wyraźnie napisałem w poprzednim poście – „czy można” i w paru innych)

> Obawiam się, że to nie takie proste: te z pozoru obiektywne odkrycia są po pros

> tu wynikiem inaczej poprowadzonej interpretacji, przy użyciu innego modelu.

> Rozmawialiśmy o tym przy kwestii praw natury.

>

> Aha, ja co prawda bronię tu ks. Hellera, ale to nie wynika z moich przekonań. R

> aczej z poczucia sprawiedliwości mu należnej 🙂

I ja nie staram się nikogo atakować mówię tylko o swoich wrażeniach

Jest jednak coś ciekawego na co chciałbym zwrócić uwagę – otóż uciekając od ograniczeń scjentyzmu w swojej pracy filozoficznej ksiądz profesor wykazuje się pewną gotowością do przekraczania barier ontologicznych nauki.

Gotowość do traktowania zjawisk trochę szerzej niż nauka. Z tego co pamiętam – bo nie mam przed sobą tej książki ( filozofia i wszechświat ) to jest w sensie filozoficznym lekki groch z kapustą i nieustanna ucieczka przed Kantem ale dość dzielna – nie żadne pomijanie (nie pomija Kanta ale już dalej to raczej pustka) Kant jest cytowany i jednocześnie bagatelizowany na ten specyficzny sposób naukowo religijny.

( jest tam też o ile pamiętam usilne zbliżenie geometrii nieprzemiennej do rozważań teologicznych z jednoczesnym zaznaczeniem że ksiądz profesor jest uczestnikiem grupy która postawiła sobie za cel zunifikowanie metod matematycznych stosowanych w ogólnej teorii względności i mechanice kwantowej – extra nie?).

Z jednej strony pomijanie człowieka (mimo deklaracji) – dziwne jak na księdza z drugiej żądanie ontologii od nauki dość religijne jak na naukowca. I jeszcze to ciągłe napominanie o strukturach czy modelach twardo zmierzających do ostatecznego wyjaśnienia co osobiście odbieram jako tęsknotę za bóstwem. Czułem się oplątany subtelną siatką matematyki ciągnącą mnie w jakąś wydumaną krainę.

Jedyną cenną dla mnie wartością która została z tej lektury jest pewna „gotowość” czy potencjalność tego sposobu pojmowania nauki – niemniej jednak razi mnie ta religijna ontologia i dlatego napisałem – że nie mam zaufania do celników zbytnio zaprzyjaźnionych z przemytnikami.

Jednak lista osiągnięć bardzo imponująca i oby więcej takich … no właśnie kogo? –

z wszystkich (filozof naukowiec ksiądz) wybieram jednak naukowca ? nie jednak wybiorę tylko jego „gotowość” do nieprzewidywalnych rozwiązań – ale może jest ona tylko moją projekcją?

chyba kolejny typowy badacz banałów

„Rotating Bodies in General Relativit”,

„Imperfect Fluid Friedmannian Cosmology”

„Some Remarks on the Multiverse Concept„, „… Unification of Quanta and Gravit„,

Evolution of Space-Time Structure

Same Bajki – szkółka Hawkinga dla amatorów,

czyli populistyczna i naiwna matematyka interpretacyjna.

Najniższy poziom wśród badaczy – taka jakby klasa średnia

z socjologicznego p-tu widzenia (znaczy większość, głównie konformiści).

Oni jeszcze nawet nie uświadamiają sobie faktu,

że mają błędne wyobrażenia o tym co reprezentują równania w matematyce –

traktują literalnie wszelkie pojęcia, które tam się pojawiają.

Prace tego typu, w zasadzie dywagacje, są bezcelowe,

bezowocne i nic z nich nie wynika.

Re: Matryca ks.prof. M. Hellera-nową odmianą pant

Moze dlatego blizej mu do scjentologii niz nauki (research) czy religii.

Za ksiedza tez jest uwazany i to jest wlasnie blad jaki religia katolicka popelnia.

Bratanie sie z nauka.Owoce tego widac w postepujacym ateizmie bo zadna

religia nie wytrzyma konkurencji rozumu.

„Polski katolicyzm przeszedł w okresie

komunizmu przez trudną próbę wiary.

Wiara oparła się prześladowaniom.

Ale polski katolicyzm nigdy nie musiał

walczyć bezpośrednio z wielką

racjonalistyczną krytyką religii…

Próba odwagi nie oznaczała zarazem

próby rozumu.”

J. Tischner, Nieszczęsny dar wolności

Powiem ci jeszcze jedno…

erka-4 napisał:

Ale najpierw dygresja. Kiedyś, dawno temu, czytałem taką anegdotę-nie anegdotę. Po pewnym amerykańskim koncernie oprowadzano zagranicznego gościa. „Czym ten dział się zajmuje?”- ten spytał. „Bieżącymi kłopotami” – padła odpowiedź. „A tamten?”. „Kłopotami przyszłymi” – usłyszał w odpowiedzi.

Otóż ja dostrzegam właśnie przyszłe, poważne kłopoty Polski; chciałbym się mylić.

> …nie twierdzę,że jest całkiem dobrze,mogłoby być lepiej,też bym sobie życzył,

> ale sr.ł we własne gniazdo nie będę jak ty to czynisz,bo nie wypada,a co popsut

> e naprawiać trzeba i to nam się uda,bo my som Polacy uparci,a czy to wada ?

> Tobie jak się tak strasznie Polska nie podoba to wolna droga,granice są już otw

> arte,szeroko dla wszystkich,czyżbyś nie zauważył tego ?

> Możesz wyjechać do Ameryki,tam dom dostaniesz za darmo,bo pełno ich stoi pustyc

> h.

Chciałbyś, bo to najłatwiej! Pozbyć się z kraju wszystkich niezadowolonych, niesfornych, „nieprawomyślnych”, chodzących własnymi ścieżkami… Zaś resztę ustawić „pod sznurek”, żeby żaden nie wystawał. Znamy z przeszłości takie próby – z wiadomym skutkiem. Otóż dla rozwoju kraju przeważnie najbardziej służą ci niesforni, inaczej myślący.

I ostatnia sprawa, są plwacze i plwacze: jedni robią to ku uciesze gawiedzi i własnej popularności, inni – z troski o wspólne dobro. Przemyśl to sobie.



„Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie”.

Aleś ty głupi

erka-4 napisał:

> …nie twierdzę,że jest całkiem dobrze,mogłoby być lepiej,też bym sobie życzył,

> ale sr.ł we własne gniazdo nie będę jak ty to czynisz,bo nie wypada,

A ja będę s.ał na wszystko i wytykał wszystko, co mi się nie podoba. Mało mnie obchodzi, czy wypada, czy nie.

>a co popsut

> e naprawiać trzeba

Właśnie cały czas mówię, że chętnych do naprawy nie widać, za to do psucia – aż do wypęku!

>i to nam się uda,bo my som Polacy uparci,a czy to wada ?

Samym uporem niczego nie zdziałasz, rozumu trzeba!

> Tobie jak się tak strasznie Polska nie podoba to wolna droga,granice są już otw

> arte,szeroko dla wszystkich,czyżbyś nie zauważył tego ?

Gdyby mi ten kraj wisiał niczym kilo kitu na agrafce, dawno bym to zrobił, a miałem po temu wielokrotnie okazję. Ale nie będę, jak ty, udawał, że wszystko jest cacy.

Przypomnę poza tym, że był w Polsce czas, gdy szlachta żyła w błogostanie zadowolenia z siebie, a kraj gnił. Teraz też tak jest, ja nie mam zamiaru zamykać na to oczu i będę mówić o tym głośno.

> Możesz wyjechać do Ameryki,tam dom dostaniesz za darmo,bo pełno ich stoi pustyc

> h.

Kpisz czy o drogę pytasz? Poza tym, patrz wyżej.



„Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie”.

Re: za 50 lat…

1. Sprawa Smoleńska g….o mnie obchodzi, są sprawy znacznie ważniejsze dla kraju.

2. Jestem pesymistą, bo widzę zagrożenie, ale nie widzę, by ktokolwiek zdawał sobie z tego sprawę i czynił cokolwiek, by tym zagrożeniom zaradzić, póki jeszcze czas. Gdy przyjdzie moment prawdy, będzie już za późno. (Nas to już pewnie nie dotknie, raczej dzieci, wnuki albo prawnuki). Ale też pewne sprawy wymagają dziesięcioleci wytężonej pracy, aby im zaradzić.



„Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie”.

Re: Drugie Prawo Einsteina.

petrucchio napisał:

> Równanie, o którym mowa, ustala *równoważność* masy i energii, ale nie mówi wpr

> ost, jak uzyskać energię z masy.

Witaj zacny Petrucchio, i od razu z marszu Wszystkiego Dobrego w 2013r. życzę.

Stwierdzić należy, iż różne sposoby zapisywania tego samego równania, sugerować nam może całkowicie odmienne zjawiska, nawet jeśli logicznie zjawiska te są równoważne, i choć pojęcie energii odgrywa we współczesnej fizyce większa rolę niż masa, to właśnie masa pojawia się w bardziej specjalistycznych kontekstach na oznaczenie nieredukowalnych reprezentacji grupy Poincarego.

Powstaje więc od razu kilka pytań, może tylko jedno z nich:

Ze wzoru E = mc^2 wynika,że masa jest wprost proporcjonalna do energii, jeśli więc energia jest zachowana, czy ie oznacza to, że zasada zachowania odnosi się również do masy ?

Odpowiadając, stwierdzamy, iż równanie to dotyczy wyłącznie pojedynczych ciał będących w spoczynku, jest więc trochę ułomne… , bo gdy mamy do czynienia z ciałami w ruchu,lub na siebie oddziałujących, energia i masa nie są do siebie proporcjonalne. Dużo by o tym pisać…

Zatrzymam się jedynie w miejscu, gdy wspomniałeś o protonie.

Z pozycji fizyki cząstek elementarnych będący w spoczynku proton jest układem złożonym z oddziałujących ze sobą kwarków i gluonów, które jak podajesz mają bardzo małe masy, co jednak nie zabrania aby układ miał pewna energię, a która będzie niezmienna w czasie dopóki układ, czyli proton, będzie w izolacji. Ten samotny proton, to taka „czarna skrzynka”. Natomiast zachodzi też, jak wspomniałeś, do pogwałcenia zasady zachowania masy, na przykład, przy anihilacji elektronu i pozytonu, gdzie pojawia się grupa nowych cząstek, których całkowita masa jest 30 000 razy większa, lecz energia zostaje zachowana.

Przed anihilacją prędkość elektronu i pozytonu, były bliskie c ,więc zgodnie z równaniem masy-energii, ich energia była bardzo duża, przekraczająca mc^2, natomiast cząstki powstałe mają o wiele większą masę, lecz poruszają się wolniej. Gdy więc zsumujemy ich energię, zgodnie z równaniem energii-masy, otrzymujemy wartość całkowicie zgodną z energia elektronu i pozytonu przed anihilacją.

Inaczej, jak sam wspominasz, związek miedzy masą a energią wygląda w przypadku cząstek o zerowej masie, ale o tym może jutro…

Pozdr.

Re: Drugie Prawo Einsteina.

petrucchio napisał:

> Skąd bierze się 99,07% masy protonu i 98,8% masy neutronu?

No wlasnie z energii wiazania kwarkow.

Tylko,ze ta energia wazona jest w zderzeniach z inna czastka i caly uklad zwany nukleonem

zachowuje sie tak, jakby mial mase taka jaka ma.

A zatem nie mozna wytworzyc „mase bez masy”,bo potrzebna jest obecnosc masy kwarkow.

Wniosek z tego jest,ze wzor E=mc^2 nic nie znaczy dopoki nie umiesci sie go w jakiejs

rzeczywistosci.

W rzeczywistosci nic sie w nic nie zamienia,bo fizyka to nie magia.

Re: __ czy w pierwotnym stadzie pierwotnych ludzi

Zapewne tego sie nie dowiemy. Nie czytalem na ten temat nic na scianach pierwotnych jaskin. Chociaz biblia cos niecos na ten temat sugeruje. Waz, ktory skusil Ewe na pewno jednym koncem do Adama byl przyrosniety. Co do samcow no to wychodzi na to, ze aby samiec ten status alfy mogl utrzymac no to musial sie wykazywac. Zabieral ze soba kilku, do epsilon wlacznie by przytaszczyc kawalek jakiego mamuta. W tym czasie z haremu alfy nawet jakiemus omedze moglo sie udac co nieco uszczknac. Poza tym wydajnosc reprodukcyjna samca, nawet alfy do potegi, jest ograniczona. Tak to natura stworzyla dla powiekszenia obszaru doboru naturalnego czy innego prawa ewolucji. Pewna role odgrywa tu takze genetycznie uwarunkowany fakt nudzenia sie samca jedna partnerka czy nawet kilkoma gdy je za czesto uzywa. No i najwazniejsze to to, ze to nie samiec wybiera partnerke tylko ona; najpierw wabi, skrzykuje wszystkich samcow z okolicy a potem sobie wybiera jednego i czesto nie koniecznie najwiekszego, najsilniejszego czy najtwardszego. Wazne jest rowniez fi.

Pzdr

Tornad