uzupełnienie…

A propos zdania: „Polska była tylko pionkiem w tej grze, ważnym, ale tylko pionkiem.

Wariantem najgorszym z punktu widzenia Waszyngtonu i Moskwy byłby taki, gdyby Polska przyjęła postulaty Hitlera. Proszę zauważyć, że w czasie konferencji monachijskiej stosunki polsko-sowieckie były skrajnie napięte. Potem nastąpiła normalizacja, pozorna, jak pokazał bieg wypadków: w listopadzie ’38 został potwierdzony traktat ryski, w styczniu ’39 zawarty został dwustronny układ handlowy, wreszcie w czerwcu ’39 przybył do Warszawy, po długiej przerwie, nowy ambasador sowiecki, Szaronow. Równocześnie trwało wzajemne obwąchiwanie między Moskwą i Berlinem.

Skądinąd wiadomo, że postanowienia konferencji monachijskiej wywołały wściekłość Roosevelta, który stale naciskał na Paryż, Londyn i… Warszawę, aby przeciwstawić się Niemcom. Rzecz w tym, że w oficjalnych dokumentach amerykańskich praktycznie nie ma śladu, bo Roosevelt z upodobaniem posługiwał się kanałami nieoficjalnymi, poza Departamentem Stanu, własnymi ambasadami z granicą i obcymi ambasadami w Waszyngtonie. Co jakiś czas wychodzą gdzieś z kątów różne tego odpryski.

Wiosną 1939 Polska była, przez moment, czynnikiem kluczowym. „Właściwe czynniki” uczyniły wszystko, co możliwe, aby Polska przypadkiem nie przyjęła żądań niemieckich…



„Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie”.